Drugie na Mazowszu

Trzy dni emocji dla kibiców kobiecego basketu to prawdziwe święto, a jeśli gra toczy się między czterema najlepszymi zespołami na Mazowszu to emocje są gwarantowane. O pracowitym weekendzie UKS Huragan Wołomin mówi trener juniorek Piotr Dąbrowski.

– Wielu kibiców Huraganu wątpiło w awans wołominianek do ćwierćfinału Mistrzostw Polski. Dlaczego?

– Nie mam pojęcia! Żartuję oczywiście… Z powodu kontuzji graliśmy bez czterech bardzo ważnych zawodniczek: dwóch uczennic Szkoły Mistrzostwa Sportowego, czyli Karoliny Poboży – pierwszej „piątki”, Sylwii Bujniak – pierwszej „jedynki” oraz Zuzanny Niedziółki – pierwszej „czwórki” oraz Oli Miesiąc – pierwszej zmieniającej. Mogę więc powiedzieć krótko i z pełnym przekonaniem, że w ostatnim meczu nie przegraliśmy z Żyrardowem, tylko z kontuzjami. Wyszliśmy składem złożonym z trzech kadetek, trzech juniorek młodszych i czterech juniorek.

– Po kolei: w piątek dziewczęta spotkały się z SKS 12 Warszawa…

– Zupełnie nietypowy mecz i wyjątkowy przebieg poszczególnych kwart, bo zazwyczaj najsłabiej gramy trzecią. Po równej grze na przerwę schodziliśmy z ośmiopunktową przewagą, ale właśnie w trzeciej kwarcie grę mocno pociągnęła Eliza Wasilewska, która zdobyła kilkanaście punktów, rzuciła „trójkę” – generalnie była w kilku miejscach boiska jednocześnie. Odskoczyliśmy na ponad dwadzieścia punktów, wygraliśmy 73:46. Znakomicie zagrały też Monika Radomska (28 punktów, w tym cztery „trójki”) i Natalia Panufnik (19 punktów, cztery „trójki”), ale muszę pochwalić cały zespół za współpracę. Zależało nam na wysokiej wygranej, która dawała nam wielkie szanse na trzecie miejsce i awans do dalszych rozgrywek.

– Z Ostrołęką było już chyba trudniej?

– Wygraliśmy, ale uważam że graliśmy bardzo słabo. Brakowało skuteczności – choć wszystko przebiegało bardzo elegancko i wyprowadzaliśmy strzelców na pozycję, to po prostu nie wpadało. Nic nie szło, było ciężko, w połowie meczu przegrywaliśmy 24:32 ale dziewczyny się nie załamały i za to muszę je naprawdę szczerze pochwalić. Wygraliśmy rutyną, ograniem – Natalia i Monika wzięły sprawy w swoje ręce, trzecią kwartę wygraliśmy dziewięcioma punktami i wyszliśmy na jednopunktowe prowadzenie. Szczególnie zabłysła Natalia Panufnik, która zaliczyła 32 punkty, w tym pięć razy trafiała za trzy, wygraliśmy w końcówce 71:67.

– Ostatni w turnieju mecz z Żyrardowem nie był już tak szczęśliwy – przegraliśmy wysoko…

– Żyrardów w tym turnieju to zupełnie inny zespół niż ten, z którym konkurowaliśmy w trakcie sezonu. Baraże rozgrywaliśmy wzmocnieni dziewczętami z SMS-u, ale nasze dwie zawodniczki, jak już wspominałem, były kontuzjowane. W drużynie naszych przeciwniczek było osiem uczennic Szkoły Mistrzostwa Sportowego, dziesięć z dwunastu w zespole grało na Mistrzostwach Europy w różnych kategoriach wiekowych. „Dream team”, można powiedzieć… My na ławce mieliśmy tylko swoje własne wychowanki. W pierwszej kwarcie było nieźle – 17:21, więc zapowiadała się walka, ale druga powoli rozwiewała nadzieje, bo przegraliśmy 8:29. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a my pozwoliliśmy im na zbyt wiele… Mimo to jestem zadowolony z dziewczyn, nie tylko z tych wspominanych wcześniej, bo i Wiktoria Skuzińska pokazała się z dobrej strony w grze „na desce”, Karolina Dąbrowska miała naprawdę dobre momenty. Ogólnie – zagraliśmy dobry turniej, wyszliśmy z drugiego miejsca, nie mamy powodów do narzekań.

– Kiedy znów trzymamy za was kciuki?

– Za dwa tygodnie gramy ćwierćfinały – mam nadzieję, że znów u nas w Wołominie i że Karolina Poboży i Sylwia Bujniak wejdą na boisko. Wiem, że po długiej przerwie nie będą w szczycie formy, ale i tak są przecież bardzo wartościowymi zawodniczkami. Jeśli dołączy do nich Ola Miesiąc, to jestem spokojny o wynik – w tym składzie stać nas na wszystko.

Życie Powiatu na Mazowszu
Rozmawiał Łukasz Rygało

Dodaj komentarz